Made in Korea! Czy polubiłam się z kosmetykami marki Missha?!

piątek, listopada 09, 2018
Podkreślałam nie jednokrotnie, że lubię sięgać po kremy BB, bo cenie sobie naturalność w makijażu. Wolę sobie odejmować lat niż ich dodawać dlatego wolę stosować kosmetyki lekkie. Ostatnio sięgnęłam po wielofunkcyjny krem BB marki Missha Gdy go otworzyłam, to byłam pewna, że nie jest to produkt dla mnie, przeraził mnie jego szaro beżowy kolor.


Zakładałam, że na twarzy będzie wyglądał dosłownie fatalnie. Po rozprowadzeniu jednak moja cera wcale nie nabrała ziemistego kolorytu, tylko zdrowego. Stała się bardziej jednolita, zaczerwienienia znikły. Podczas pierwszego jego zastosowania nie użyłam dużej ilości produktu, więc myślę, że też to zaważyło na efekcie końcowym.


Jego dopasowanie do koloru skóry oceniam dobrze. Nie przypomina on mi żadnego innego kremu BB, jest nietypowy, nie rozjaśnia skóry twarzy tak jak krem BB Dark Panda marki Skin79. Praktycznie jest niezauważalny na skórze twarzy. Po jego użyciu cera wygląda dobrze. Myślę, że to dobry produkt do stosowania również w dniu treningu, przetestowałam go w takich warunkach.


Nie czułam dyskomfortu, gdy miałam go na twarzy podczas intensywnych ćwiczeń, rumień, do jakiego mam skłonność nie był tak widoczny, więc myślę, że będzie to odpowiedni produkt dla osób, które nie wyobrażają sobie wyjścia z domu bez podkładu nawet do klubu fitness. Zmywa się go niesamowicie szybko, tak naprawdę wystarczy odrobina produktu do demakijażu i on cały się rozpuszcza i znika z twarzy.


Jak dla mnie to dobry krem BB, myślę, że zużyje go do końca. Jeśli lubicie tego typu produkty, to jak najbardziej polecam Wam go wypróbować! Makijaż głównie zmywam mleczkiem lub olejkiem, po czym następnie sięgam po żel do mycia twarzy. Przez ostatnie dni jednak robiłam to w inny sposób.


Postanowiłam dać szansę orzeźwiającej piance myjącej do codziennego użytku, która charakteryzuje się bardzo gęstą konsystencją, która nie przypomina mi nic innego jak pastę do mycia twarzy marki Lush. Jej zapach okazał się być bardzo neutralny, dlatego też chętnie po nią sięgałam przez ostatnich kilka dni. Mocno mnie zaskoczyła. Tak naprawdę, gdy ją stosowałam, to nie używałam żadnego innego produktu do mycia twarzy.


Ona poradziła sobie z demakijażem pełnego makijażu, owszem nie aplikuje sporo warstw kosmetyków (nie stopniuje krycia podkładu, korektora do momentu aż moja cera będzie wyglądać jak z Photoshopa), ale jednak coś nakładam i zawsze było to trudno usunąć jednym produktem i to w szybki sposób, a jednak się udało. Już wiem, że jest to możliwe, jeśli sięgniemy po wyżej wspomnianą piankę.


To świetny produkt na wyjazd na siłownię, bo zastępuje dwa kosmetyki. Nie stosowałabym jej jednak zbyt często, bo po jej użyciu cera jest nie tylko dogłębnie oczyszczona, ale mam też wrażenie, że staje się trochę bardziej sucha. W połączeniu z wodą tworzy naprawdę sporą ilość piany.


Podczas jej stosowania trzeba bardzo uważać, ponieważ gdy nawet niewielka ilość tej pianki wpadnie nam do oka, to musimy liczyć się z tym, że najpierw odczujemy nieprzyjemne pieczenie, a potem będziemy mieć problem z zaczerwienie i łzawienie oczu. Ogólnie ocenia dobrze ten produkt, polecam go wypróbować osobą z mieszaną cerą, czyli taką jak moja.


Nie przepadam za maseczkami w płacie, ale jak wiecie, jednak je stosuję czasami. Ostatnio miałam przetestować 4 tego typu produkty, ale niestety z uwagi na moją szybkość działania a w zasadzie chęć ekspresowej aplikacji jednej z maseczek w rezultacie wypróbowałam tylko trzy.


Jedna z nich nie przetrwała, ponieważ po otwarciu opakowania dosłownie wyślizgnęła mi się z ręki i przez co niestety nie nadawała się do już użytku dlatego też nie będę o niej wspominać. Najpierw przetestowałam nawadniającą maseczkę (dostępna w Sephora), jak się okazało potem nie prawidłowo, bo przez pomyłkę po zastosowaniu esencji użyłam kremu zamiast maseczki.


Nauczona jestem, że po użyciu toniku nakładam krem, więc dlatego popełniłam błąd, niemniej jednak nie wpłynęło to nie korzystnie na moją cerę. Z tego, co pamiętam, to została dobrze nawilżona. Efekt po użyciu maseczki również był dla mnie zadowalający, cera faktycznie stała się bardziej rozjaśniona.


Najmniej do gustu przypadła mi maseczka w białej płachcie (Isoflavone/Deep Moisture), nie wiem, ale jakoś po jej użyciu moja cera nie była jakoś szczególnie milsza i gładsza w dotyku dlatego też ją na tle innych oceniam ją najsłabiej. Nie byłam przekona do maski w czerwonej płachcie, a jednak wydaje mi się, że to po jej użyciu moja cera wyglądała najlepiej, dlatego to raczej ją Wam polecam wypróbować. Koniecznie dajcie znać czy znacie powyższe produkty i sklep skingarden.pl w jakim dostępne są praktycznie wszystkie powyższe kosmetyki!

11 komentarzy:

  1. Jeszcze nigdy nie miałam nic z tej firmy, więc ciężko mi coś o niej powiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pianka mnie zaciekawiła i jej działanie trochę zaskoczyło, że aż tak sobie radzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię ten krem bb. Miałam też olejek do demakijażu, ale mnie strasznie podrażnił. Wywaliłam dziada.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam i nie znam firmy :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam maseczki, aczkolwiek o tej firmie nie słyszałam jeszcze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. DO produktów tej firmy, zwłaszcza jakiegoś BBika czy cushiona podchodzę od jakiegoś czasu i zawsze sięgam o coś innego... Chyba ze względu na obawę przed niewypałem kolorystycznym! Krem BB, o którym pisałaś bardzo mnie intryguje i chciałabym zobaczyć go na skórze. Pokazywałaś może jakiś makijaż z nim?

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiele dobrego słyszałam o kosmetykach tej firmy ale nie miałam okazji poznać ich bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Koreańskie produkty są coraz bardziej popularne ! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz, ja nie wyobrażam sobie iść na ćwiczenia w makijażu...wszystko spłynęłoby po 5 minutach - nawet lekki bb. Fajne te produkty, z marką Missha już się spotkałam kiedyś...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.